Michał Potoczny (PiS), przewodniczący Rady Miejskiej w Sosnowcu, bez konsultacji z radnymi zdecydował, że sesje rady nie będą relacjonowane na żywo. Pozwoli to zaoszczędzić 20 tys. zł rocznie.


Przez niespełna pięć ostatnich lat sosnowiczanie mogli w internecie obserwować transmitowane na żywo relacje z obrad rady miejskiej.

Debaty radnych nigdy nie dorównywały popularnością telewizyjnym serialom, choć bywało, że radni starali się wykazywać aktorskimi umiejętnościami. Transmisje z obraz regularnie ogląda kilkaset osób, zdarzyło się, że transmisja w interncie miała tysięczną publikę.

Gdy kilka lat temu w Sosnowcu zdecydowano o relacjonowaniu obrad na żywo w internecie, miasto było chwalone ze transparentność, otwartość i budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Sosnowiec za wzór stawiano także w Dąbrowie Górniczej, gdy tamtejsi radni przed trzema laty, po wielomiesięcznych dyskusjach i sporach, godzili się na wprowadzenie elektronicznego systemu liczenia głosów i internetowe relacje z obraz.

– To nasza praca. Nie słyszałem, żeby ktoś się skarżył na te rozwiązania – komentował wtedy Mateusz Rykała, ówczesny przewodniczący Rady Miejskiej w Sosnowcu, a dziś wiceprezydent Sosnowca.

Po raz pierwszy sosnowiczanie nie zobaczyli relacji z sesji w miniony poniedziałek. Gdy zapytaliśmy o powody, usłyszeliśmy, że zwołano ją w trybie nadzwyczajnym i nie było czasu na przygotowanie relacji. Nieoficjalnie usłyszeliśmy, że nowy przewodniczący Michał Potoczny nie jest zwolennikiem takich rozwiązań.

– Nawet nie wiedziałem, że ostatnia sesja nie była transmitowana na żywo – powiedział nam Wojciech Nitwinko (SLD), wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Sosnowcu. I na naszą prośbę, poprosił Michała Potocznego o komentarz.

Przewodniczący przyznał, że rezygnuje z relacji na żywo z obraz rady miejskiej ze względu na koszty sięgające 20 tys. zł rocznie [według naszych informacji koszt transmisji on line z jednej sesji to, bez względu na długość, 1200 zł]. W zamian sesje mają być nagrywane i po fakcie udostępniane w internecie.

Wiceprzewodniczący Nitwinko nie kryje, że nie zgadza się z decyzją przewodniczącego Potocznego. – Gdy wprowadziliśmy transmisje z obrad pozytywnie wyróżnialiśmy się wśród wiele miast. Chwaliły nas Fundacja Batorego i Stowarzyszenie Bona Fides – przypomina Wojciech Nitwinko.

– Demokracja kosztuje. Wrzucanie nagrań post factum nie ma sensu, w dodatku możemy narazić się na podejrzenia, że niekorzystne rzeczy wycinamy z relacji – dodaje wiceprzewodniczący Nitwinko. I zaznacza, że poruszy sprawę na komisji samorządności, bo swojej decyzji Michał Potoczny z nikim nie konsultował.

żródło