Liderzy związków, którzy negocjowali plan ratowania Kompanii Węglowej, zasiadają w radzie nadzorczej należącej do niej spółki. Zarabiają tam ponad 30 tys. zł rocznie.
Premier Ewa Kopacz kilka dni temu podpisała porozumienie ze związkowcami w sprawie planu naprawczego dla Kompanii Węglowej. To największa spółka wydobywcza w UE – zatrudnia 47 tys. osób.
Ale ma kłopoty: ponad 4 mld zł zadłużenia i stoi na skraju upadłości. Rząd chciał ją ratować – zamknąć cztery kopalnie, które co miesiąc generują prawie 200 mln zł strat. Górnicy rozpoczęli strajki. Rząd usiadł do negocjacji.
Na mocy porozumienia żadna kopalnia nie zostanie zlikwidowana i nie będzie zwolnień wśród górników. Ci, którzy zechcą odejść, dostaną wyższe odprawy albo urlopy przedemerytalne.
Sygnatariuszami porozumienia byli liderzy wszystkich związków działających w Kompanii Węglowej. Wśród nich Dariusz Potyrała, jeden z głównych negocjatorów, przewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce, oraz Jerzy Demski, szef Związku Zawodowego Pracowników Dołowych.
„Wyborcza” dotarła do dokumentów, z których wynika, że od kilku lat zasiadają w radzie nadzorczej Nadwiślańskiej Agencji Turystycznej. To spółka zarządzająca kilkunastoma ośrodka wypoczynkowymi w górach, nad morzem i na Mazurach. Ma też ośrodek narciarski w Wiśle.
Właścicielem NAT-u jest Kompania Węglowa. Ma 100 proc. udziałów w spółce o wartości ponad 120 mln zł. NAT to perła w koronie Kompanii. W 2013 r. miała przychód w wysokości ok. 60 mln zł i ponad 700 tys. zł zysku. Razem z Potyrałą i Demskim w siedmioosobowej radzie nadzorczej NAT-u zasiadają także Bogusław Hutek, szef „S” w kopalni Piast, oraz Antoni Cyrys, członek zarządu Kadry w Kompanii Węglowej.
Górnicza spółka nie informuje, ile zarabiają członkowie rady nadzorczej NAT-u. Ale z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika, że w 2013 r. wypłacono im 263 tys. zł. Daje to ponad 35 tys. zł na osobę rocznie.
Dlaczego związkowcy nadzorują przynoszącą profity spółkę Kompanii Węglowej? – To efekt porozumienia zawartego w 2006 r. w sprawie restrukturyzacji ośrodków wczasowych. Na jego mocy największe działające u nas organizacje związkowe wskazują swoich przedstawicieli do rady nadzorczej NAT-u – wyjaśnia Tomasz Głogowski, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej.
Według Grzegorza Wójkowskiego ze stowarzyszenia Bona Fides, które monitoruje przejrzystość życia publicznego, w takich spółkach nie powinni zasiadać szefowie związków. – Tracą wiarygodność. Nie można jednego dnia spierać się z zarządem Kompanii Węglowej o warunki pracy górników, następnego dnia brać od spółki pieniądze za pracę w radzie nadzorczej, a trzeciego negocjować z rządem plan ratunkowy – mówi Wójkowski. Jego zdaniem to podważa zaufanie do związkowych liderów. Załogi kopalń mogą się w końcu pogubić w tym, czyje interesy związkowcy tak naprawdę reprezentują. – Związki zawodowe są potrzebne, ale nie powinny być uzależnione finansowo od pracodawcy. I muszą działać przejrzyście – podkreśla Wójkowski.
Dariusz Potyrała powiedział nam, że członkiem rady nadzorczej NAT-u został, zanim przejął kierownictwo w ZZGwP.
– Nie pchałem się, zostałem wybrany przez kolegów – zastrzega.
– Ale teraz jest pan liderem związku i negocjuje z zarządem Kompanii Węglowej wiele trudnych spraw. Wypada brać pieniądze za pracę w radzie? – zapytaliśmy.
– Potrafię rozgraniczyć dwie sprawy i spokojnie patrzę w lustro każdego ranka – mówi szef ZZGwP. – Gdybym zrezygnował z rady, byłby problem ze znalezieniem następcy.
Jerzy Demski nie widzi w składzie rady nadzorczej nic nadzwyczajnego, a publikację uważa za atak na swoją osobę. W grudniu zasłynął tym, że zablokował pomysł zwolnienia z Kompanii Węglowej wszystkich pracowników, w tym związkowców, którzy mają uprawnienia emerytalne. On sam mógłby przejść na emeryturę już w 2010 r., ale nadal pracuje na górniczym etacie w kopalni Piast.
W lipcu zarząd Kompanii zdecydował, że z powodu fatalnej sytuacji finansowej zmniejszy liczebność rad nadzorczych i zarządów w swoich spółkach zależnych. Zrobiono tak we wszystkich, z wyjątkiem NAT-u. Rada nadzorcza nadal składa się tam z siedmiu osób. Gdyby zdecydowano się na cięcia, musieliby z niej odejść związkowcy.