Zapraszamy do przeczytania relacji naszych wolontariuszek EVS, które przebywają w Gruzjii. Autorką tekstu jest Ula Woźniakowska.
Po długim czasie starań i poszukiwań, udało nam się znaleźć i dostać na dziesięciomiesięczny EVS w Gruzji. Pierwsze dwa miesiące minęły szybciej niż się spodziewałyśmy, ale w końcu możemy się podzielić wrażeniami.
Początki, jak w wielu innych przypadkach – trudne. Wita nas śnieżyca (pierwsza i ostatnia w ciągu tych dwóch miesięcy), opóźnienie busa i jego szalony kierowca, odpadające dno jednej z walizek. Nowe mieszkanie, oddalone od lotniska w Kutaisi o około 350 kilometrów, staje się w naszej wyobraźni oazą ciepła, spokoju i internetów. Nic bardziej mylnego! To jest Gruzja!
Do mieszkania prowadzi klatka schodowa bez osadzonych okien (dziury są, szyb zabrakło), a w środku nie dość, że ogrzewania brak (bo grzejnik się zapowietrzył), to jeszcze internetów nie ma. Siąść i płakać, nic tylko siąść i płakać… Bluzy na kark i pod kołdry.
Rano ujrzałyśmy piękno naszego Rustawi, trzeciego co wielkości miasta Gruzji. Wszędzie rury (z gazem?) i blokowiska… Blokowiska jak blokowiska, ale z dość znaczącym dodatkiem wszechobecnego prania (deszcz, nie deszcz, pranie musi wisieć!). To może czas do biura?
Biuro! Biuro jest oddalone trzy minuty spacerem z kawą w dłoni od naszego mieszkania (po drugiej stronie ulicy). Zbaczając nieco z trasy można kupić świeże mleko, mandarynki za grosze, matsoni (zsiadłe mleko, ale jakie pyszne!), papierosy na sztuki, niedawno zmieloną kawę, wszystko właściwie. Dzień można zacząć godnie, o 11.
Pracujemy w organizacji SIQA (od 11 do 18 z godzinną przerwą na lunch). Głównie w biurze, opracowując materiały do projektów, prowadząc warsztaty lub socjalizując się z resztą zespołu.
1. Projekty wdrożone: Handicraft Club (warsztaty rękodzieła, koordynowane przez dwie EVS-owe wolontariuszki z Niemiec), lekcje angielskiego w pobliskim przedszkolu, wieczór kultury polskiej połączony z Andrzejkami oraz (uwaga, uwaga!) pierwszy w Gruzji krajowy event pod banderą Amnesty International – Write for Rights, w Rustawi napędzony dzielnie przez Beatę!
2. Projekty W trakcie organizacji: cotygodniowe spotkania kierowane do młodzieży (Short Movies Hour, Debate Club), stała współpraca z lokalną organizacją działającą na rzecz bezdomnych zwierząt i prelekcje dotyczące praw kobiet w szkołach całego regionu. Z perspektywy tych kilkunastu tygodni możemy chyba powiedzieć, że wdrożenie własnych pomysłów nie jest trudne, wymaga jednak odpowiedniego podejścia (dla każdego wyglądającego inaczej) i uporu. Jedni pogodą ducha, inni biurokracją, ale chyba każdy osiągnie swój cel.
Podróżować każda z nas lubi inaczej, gdzie indziej i w innym celu 🙂 W ten sposób Maria zakochała się w Raczy (górski region na północny Gruzji, bardziej zachód niż centrum), Beata szusuje na nartach w Gudauri, a Ula poznaje zakamarki Rustawi i Tbilisi, czekając na wiosnę i ciepełko.
Poznajemy mnóstwo interesujących ludzi: podróżników, lokalnych, innych EVS-owych wolontariuszy i ich znajomych. Wieczorami czekają na nas supry (gruzińskie biesiady) i klasyczne, europejskie domówki w najlepszym gronie!
W ten sposób, w połowie stycznia braki prądu, wody lub nieprzeszklone klatki schodowe, nie tylko już nas nie dziwią, ale wręcz nie ruszają w ogóle. Przynajmniej dopóki nie następują w trakcie kąpieli (mowa o brakach wody lub prądu, oknom nic do tego). Zabrzmi to dla wielu niedorzecznie, ale pobyt tutaj w bardzo pozytywny sposób pobudził naszą kreatywność i wytworzył pewną elastyczność w stosunku do rzeczy, na które i tak nie mamy wpływu. Nie stresują nas już szaleni kierowcy busów, uczymy się targować na bazarach, a przekupki, u których zaopatrujemy się w warzywa, zawsze dorzucają pęczki zieleniny w prezencie. I wszystko to ma swój nieodparty urok.
Piękne słońce, góry i… po prostu Gruzja, upewniają nas w przekonaniu, że przyjazd tutaj był bardzo dobrą decyzją.
