W marcu udało się mi się spędzić dwa tygodnie w miejscach, o których ciężko odnaleźć informacje w przewodnikach. Wraz ze znajomymi udaliśmy się na pustynię w Kakheti. Nigdy nie pomyślałbym, że w Gruzji istnieją takie miejsca. Nie są to jednak pustynie, jakie przychodzą nam na myśl gdy słyszymy to słowo. Zapewne również z tego powodu, gdy powiedziałem ludziom z mojej organizacji, że wybieram się na pustynie, zdziwili się nieco.
Gdyby nie gościnność tamtejszych pasterzy, nie mielibyśmy możliwości zobaczyć tych miejsc. Samochody przejeżdżają tamtędy bardzo rzadko, zwykle jest to wojskowy transport kierujący się z lub do wojskowych baz, które ulokowane są tam ze względu na bliskość granicy z Rosją i Azerbejdżanem. W związku z brakiem innej możliwości poruszaliśmy się pieszo, poza transportem wojskowym, którym udało nam się stamtąd wyjechać. Codziennie nocowaliśmy u innych osób, pasterzy, których wcześniej nigdy nie znałem. Ich niezwykła gościnność i otwartość sprawiła, że w każdym z tych miejsc czuliśmy się bardzo dobrze. W miejscach takich jak te, na pozór nieprzyjaznych, choć bardzo pięknych, ciężko jest żyć, dlatego przebywają tam tylko pasterze. Udają się tam zimą, w tym czasie warunki w górach są niesprzyjające ich pracy. Tutaj zajmują się owcami do wczesnej wiosny, by gdy zrobi się wystarczająco ciepło udać się ponownie w góry.

O miejscach takich jak te ciężko jest pisać, trzeba je zobaczyć na własne oczy. Poczuć atmosferę, doświadczyć wszechobecnej ciszy, przerywanej tylko beczeniem owiec, spojrzeć w niebo na którym nie widać świateł miasta, ulicznych latarni, nic prócz gwiazd.

Jeśli tylko masz ochotę to przyjedź, przekonaj się co znaczy żyć tutaj. Praca? O ile wykażesz nieco inicjatywy, możesz zrobić sporo dla siebie i swojej organizacji. Nie bez przeszkód oczywiście, bo jak zorganizować grupę uczestników, jeśli każdy przychodzi o innej porze? Przyjmij wyzwanie i spróbuj.
Błażej, Rustavi (Gruzja)