Dzięki naszemu Stowarzyszeniu 10 wolontariuszy z Polski, w minione wakacje, wzięło udział w wolontariacie europejskim na Białorusi. Przedstawiamy Wam krótką relację jednej z uczestniczek, Pauliny Szyszki.
Dla wielu ludzi z mojego otoczenia pomysł wyjazdu na miesięczny wolontariat na Białoruś (zamiast do jakiegoś ciepłego południowego kraju) wydawał się niezrozumiały.
Powód był jednak dosyć prosty – nie tylko chciałam zrobić w końcu coś pożytecznego w wakacje, ale również zobaczyć kraj, który jest tak blisko, a jednak tak daleko. Po dwunastogodzinnej podróży autokarem udało nam się dotrzeć do Mińska, skąd udaliśmy się do wsi o nazwie Syomkava.
Przez następne cztery tygodnie podzieleni na dwie grupy (których skład osobowy był dosyć zmienny) zajmowaliśmy się pracą fizyczną. Jedna grupa pomagała w odnawianiu ruin szlacheckiego dworku, co obejmowało dużą ilość kopania i wywożenia ziemi, a druga doprowadzała do porządku stary lipowy park, z czym było związane ścinanie drzew siekierą, układanie w stosy i palenie ich. Wyznaczone osoby pomagały w kuchni przygotowywać posiłki i po nich sprzątać.
Czas na wolontariacie był dosyć szczelnie wypełniony, nie tylko pracą, ale również wieczorkami kulturalnymi, imprezami czy grami integracyjnymi. Niedaleko szkoły, w której spaliśmy było jezioro i kilka razy udało się nam tam dotrzeć. 3-go lipca udaliśmy się całą grupą do Mińska w celu obejrzenia obchodów białoruskiego Święta Niepodległości. Drugi weekend spędziliśmy w Mińsku, zwiedzając to monumentalne, choć dziwne miasto. W wolne weekendy organizowaliśmy we własnym zakresie wycieczki – niektórym udało się zwiedzić Brześć albo piękny zamek w Mirze. Ostatnie 5 dni mieliśmy wolne, przeniesiono nas z Syomkavy na przedmieścia Mińska, gdzie zamieszkaliśmy w domku naprzeciwko cerkwi. Część z nas wykorzystała te dni na zwiedzenie Grodna i dalsze zapoznawanie się z Mińskiem. Ostatniego lipca, w dzień wyjazdu, pożegnałam się z częścią osób jeszcze w Mińsku, a potem wsiadłam w autokar powrotny, z przerażeniem zdając sobie sprawę, że spędzę w nim następne 10 godzin. Jednak dzięki stosunkowo krótkiemu postojowi na granicy i szalonym prędkościom rozwijanym przez kierowcę dotarliśmy na miejsce po dziewięciu godzinach. Wysiadając z autokaru na Dworcu Zachodnim w Warszawie wiedziałam, że na pewno zatęsknię za osobami poznanymi na wolontariacie, że udało mi się pożytecznie spędzić miesiąc wakacji i że to na pewno nie była moja ostatnia wizyta na Białorusi.
Zapraszamy także do obejrzenia zdjęć.