Jadąc do Serbii miałam zupełnie inne wyobrażenie o swojej pracy, EVS-ie i przede wszystkim o samym kraju. Ludzie w Serbii są bardzo otwarci, chętnie rozmawiają na każdy temat. Nieważne czy pytam o kulturę serbską, jedzenie, sytuację w Kosowie, czy wojny w 90 latach. Serbowie nie mają problemu z rozmowami na łatwe i trudne tematy.

Minęło dopiero nieco ponad dwa miesiące od początku naszego projektu „Volunteerism – we like it” w Nowym Sadzie- zostało jeszcze 10 miesięcy, a ja już myślę o tym jak ciężko będzie mi wrócić do Polski.

Przez cały pierwszy tydzień prawie nikogo nie było w biurze. Grypa rozłożyła wszystkich na łopatki. Byłam bardzo podekscytowana i ciekawa wszystkiego, ale też zagubiona. Nie wiedziałam jakie będą moje obowiązki, jacy są ludzie i jak w ogóle funkcjonuje organizacja.

18 lutego razem z Przemkiem pojechaliśmy do Sarajewa na on-arrival training. Dużo się nauczyliśmy, ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy także są wolontariuszami EVS w innych postjugosłowiańskich krajach. Teraz szukamy okazji na odwiedziny :-).

1

Grupa ze szkolenia w Sarajewie

2

Sarajewo

Po powrocie z Sarajewa wszystko ruszyło z kopyta. Teraz ja i Przemek w VCV mamy stanowiska Placemant Officer’ów. Naszym głównym zadaniem jest kontakt z wolontariuszami, wyjeżdżającymi i przyjeżdżającymi na workcampy, obsługa aplikacji Online Placement System, współpraca z innymi firmami SCI. To jednak nie wszystko! Poza tym pomagamy w prowadzeniu naszej gazety internetowej „Pigeon”, uczestniczymy w różnych treningach, a niedługo zaczniemy prowadzić warsztaty z kultury i języka polskiego.

3

Katedrala- główne miejsce spotkań w Nowym Sadzie

Muszę przyznać, że jadąc do Serbii miałam zupełnie inne wyobrażenie o swojej pracy, EVS-ie i przede wszystkim o samym kraju. Ludzie w Serbii są bardzo otwarci, chętnie rozmawiają na każdy temat. Nieważne czy pytam o kulturę serbską, jedzenie, sytuację w Kosowie, czy wojny w 90 latach. Serbowie nie mają problemu z rozmowami na łatwe i trudne tematy. Chociaż z drugiej strony, mieszkam w Nowym Sadzie, czyli w Wojwodinie, a ta część Serbii różni się od pozostałych. Jeszcze nie miałam okazji, żeby bliżej przyjrzeć się centralnej i południowej Serbii.

Nowy Sad uważany jest za miasto kultury. Przypomina mi trochę mój . Może dlatego tak dobrze się tutaj czuję. Teraz, odkąd przyszła wiosna, miasto tętni życiem. Centrum zapełniło się ogródkami piwnymi, wszędzie słychać radosny śmiech i rozgadanych ludzi. W weekendy całe rodziny wychodzą na długie spacery wzdłuż Dunaju, zakochani przesiadują na ławeczkach w parku Dunajskim, a studenci obsiadują fontannę na Katolickiej Porcie. Jak mówią Serbowie: „ E, ovo je život!” 🙂

Marta, Nowy Sad (Serbia)