O miejscach takich jak te ciężko jest pisać, trzeba je zobaczyć na własne oczy. Poczuć atmosferę, doświadczyć wszechobecnej ciszy, przerywanej tylko beczeniem owiec, spojrzeć w niebo na którym nie widać świateł miasta, ulicznych latarni, nic prócz gwiazd.
Za oknem pada, co nie zdarza się zbyt często. Rustavi to miasto z najmniejszą roczną sumą opadów rocznych. Jest to miejsce nie tylko suche, ale i gorące. Co prawda nie doświadczyłem tutaj jeszcze upałów, a są niedozniesienia – temperatura latem przekracza +40°C, ale piętnaście stopni w styczniu to coś co również przerosło moje wyobrażenia.
Pogoda, choć jest miłym zaskoczeniem, to nie jest tym co najbardziej mnie urzekło. Gruzja, to chyba jedyne tak zorientowane na celebracje miejsce na świecie, oczywiście nie bez przyczyny. Owa natura jest głęboko zakorzeniona w burzliwej historii tego kraju. Gruzini przez wieki musieli walczyć o swoją kulturę i religię. Mnogość wojen uczyniła z nich ludzi, tkwiących w przeszłości, zorientowanych na teraźniejszość i niespoglądających w przyszłość.
Ma to swoje odbicie w życiu codziennym, gdzie 5 minut rozmowy z nowo poznaną osobą może stać się wystarczającym pretekstem do niekończącej się supry. W Gruzji zawieranie przyjaźni to jedynie kwestia ilości wypitych wspólnie szklanek wina czy czaczy- domowej roboty alkoholu z winogron.
Oczywiście nie ma to jedynie pozytywnego odbicia w ramach zawieranych znajomości. Dla kogoś, kto jak ja przyjeżdża ze względnie uporządkowanego kraju jakim jest Polska, Gruzja może wydać się… nad wyraz chaotyczna. Wszystko to ma związek z kaukaskim pojmowaniem czasu.
W tym regionie pojęcie spóźnienia nie istnieje. Nie jest niczym dziwnym, że na umówione spotkanie przychodzi się godzinę później. Początkowo może to bardzo drażnić, za każdym razem przychodząc na czas, zarzekałem się, że robię to ostatni raz, póki nie nauczyłem się celowo spóźniać. Nie jestem jednak osobą przywiązującą wagę do punktualności czy porządku.

Co wolontariusz zatem może zdziałać na Kaukazie? Jeśli uda mu się dostosować do panującego „porządku”, poza tym, że może przyjemnie spędzać wolny czas, zawierając przyjaźnie na każdym kroku, rozmawiając z ludźmi na bazarze czy w sklepie, może również zrozumieć co jest dla niego istotne. Nie chodzi mi o to by dojść do wniosku, że w życiu najważniejsze to dobrze się bawić, ale by zrozumieć, że w zachodnim świecie, z którego większość z nas tu przybywa, coś jest nie tak.
O czymś zapomnieliśmy pędząc przed siebie. Tutaj uświadamiam sobie, że nie wszystko polega na wartościach materialnych i paradoksalnie odnajduje spokój i harmonie w tej chaotycznej rzeczywistości. W miejscu, w którym na pierwszym miejscu stawia się człowieka, ale nie indywidualistę, a członka społeczności…
Błażej, Rustavi (Gruzja)