Maria, po wizycie w Muzeum Historii Katowic zdecydowałam się zaproponować kilka drobnych zmian, dzięki czemu placówka stałaby się miejscem bardziej przyjaznym dla turystów z zagranicy i nie tylko. Prośby o spotkanie wysyłane przez Stowarzyszenie Bona Fides początkowo nie przynosiły żadnego odzewu i dopiero po 2 miesiącach od wizyty wolontariuszce udało się spotkać z pracownikiem działu promocji muzeum.

Maria: Na spotkaniu z pracownikiem Muzeum zaproponowałam wprowadzenie kilku zmian, dzięki którym turysta z zagranicy w ogóle ma szansę dowiedzieć się o istnieniu placówki i zakupić wejściówkę, a następnie móc się skupić jedynie na zwiedzaniu kolekcji, a nie na różnych innych sprawach nie związanych ze sztuką.

Wśród zmian, zaproponowanych przez wolontariuszkę, znalazły się m.in.: 1) przetłumaczenie przynajmniej części najważniejszych informacji na stronie internetowej muzeum na język angielski, 2) zatrudnienie bądź wyznaczenie spośród obecnych pracowników muzeum osoby, której obowiązkiem byłaby pomoc turystom nie znającym języka polskiego, 3) zmiana ustawienia drogowskazu do muzeum tak, żeby rzeczywiście prowadził do siedziby muzeum, a nie do prywatnego budynku, 4) ponumerowanie kolekcji, ponieważ osoba zwiedzająca często nie wie, które napisy na ścianach dotyczą których obrazów.

Na uwagę Pozo Gil, dotyczącą znaku kierującego osobę szukającą muzeum do prywatnego budynku, pracownik odpowiedział, że każde miasto ma Centrum Informacji Turystycznej, gdzie można otrzymać mapę i tym sposobem znaleźć interesujące miejsce, ustawianie znaków jest więc niepotrzebne. Po tej odpowiedzi rozmówca uznał temat za zakończony.

Jeśli chodzi o nieznajomość języka angielskiego wśród pracowników muzeum oraz brak informacji w języku angielskim w siedzibie i na stronie internetowej, to pracownik muzeum zgodził się z tą uwagą, ale stwierdził, że z powodów problemów finansowych nie da się obecnie wdrożyć tych zmian w życie.

Wolontariuszka przedstawiła także swoje pomysły dotyczące infrastruktury muzeum. – W jednej z wystaw (o sporcie) brakowało numerów pod obrazami, dzięki którym łatwo możnaby dopasować informację o nich znajdującą się z boku. Wystawa była dla mnie nieczytelna. Gdy wspomniałam o tym rozmówcy, odpowiedź brzmiała: Ta wystawa jest tymczasowa (2 miesiące) i nie ma pieniędzy, żeby takie rzeczy robić. Poza tym wyliczenia są oczywiste i zrozumiałe, ponieważ normalnie w Polsce pisze się od lewej do prawej. Kiedy ktoś odwiedza nowy kraj to powinien posiadać wiedzę o jego kulturze i takie rzeczy wiedzieć.

Problematyczna okazała się również zakupiona przez Marię broszura informacyjna w języku angielskim. Maria: Książeczka pokazywała jak poruszać się po muzeum, zawierała opis każdego z pokoi, które odwiedzałam. Szybko jednak zgubiłam drogę, ponieważ jak się okazało później, książka ta dotyczyła tylko trzeciego piętra, a nie całego muzeum, ale nigdzie nie było na ten temat informacji, a ja zaczęłam się nią posługiwać od pierwszego piętra. W tym przypadku odpowiedź pracownika była podobna, jak wcześniej: brak pieniędzy na druk publikacji dotyczących wszystkich pięter.

Na zakończenie spotkania rozmówca poinformował wolontariuszkę, że w przyszłości muzeum planuje przetłumaczenie plakatu, zmianę strony internetowej oraz publikację książki na temat muzeum, przetłumaczonej na kilka języków. Dodał też, że powinna przyjechać do Katowic za cztery lata, żeby zobaczyć zmiany, jakie zajdą w tym czasie w samym mieście i w muzeum.

Maria: W mojej opinii, aktualnie Muzeum Historii Katowic robi wszystko, żeby odstraszyć ewentualnych gości z zagranicy. Czułam to podczas zwiedzania i podczas rozmowy, kiedy wszystkie moje uwagi były przyjmowane niechętnie, a na wszystkie niedociągnięcia była jedna odpowiedź: brak pieniędzy. Po rozmowie z pracownikiem muzeum nie wierzę, że w przyszłości zajdą tu pozytywne zmiany. Jestem przekonana, że gdybym przyjechała tu za cztery lata, to sytuacja będzie wyglądała dokładnie tak samo, jak obecnie.